UCIECZKA HENRYKA WALEZEGO Z POLSKI
30 MAJA 1574 ROKU ZMARŁ KAROL IX, TRZYNASTY WŁADCA FRANCJI Z DYNASTII WALEZJUSZÓW. KIEDY TYLKO WIEŚĆ O JEGO ŚMIERCI DOTARŁA DO POLSKI, WAWEL, GDZIE OD NIESPEŁNA CZTERECH MIESIĘCY REZYDOWAŁ MŁODSZY BRAT KAROLA, HENRYK, STAŁ SIĘ SCENĄ JEDNEJ Z NAJGŁOŚNIEJSZYCH UCIECZEK W HISTORII. W NOCY Z 18 NA 19 CZERWCA PIERWSZY ELEKCYJNY KRÓL POLSKI ZABRAŁ ZE SOBĄ CZTERECH ZAUFANYCH LUDZI I ROZPOCZĄŁ SWĄ SZALEŃCZĄ JAZDĘ PO TRON NALEŻNY MU PO ZMARŁYM BRACIE.
Jeśli wierzyć przekazom, gdy usłyszał o wyjeździe do Polski, zapłakał rzewnymi łzami. Nie chciał opuszczać rodzinnej Francji na rzecz tego barbarzyńskiego kraju gdzieś nad Wisłą. Jego krótkie panowanie odzwierciedlało tę niechęć. Naznaczone ciągłymi nieporozumieniami z nowymi poddanymi zakończyło się zaledwie po kilku miesiącach. Każda strona miała zgoła odmienną wizję rządzenia państwem. Nadmierne zamiłowanie do rozrywek i swoboda obyczajów nowego władcy budziły powszechną niechęć. Nie pomagał brak zainteresowania sprawami królestwa. Zatem gdy nadarzyła się sposobność, by powrócić do Francji, Henryk Walezy skwapliwie z niej skorzystał.
Znamy dokładną trasę ucieczki króla. Zgodnie z tradycją z zamku wawelskiego miał zbiec spiralnymi schodami przylegającymi do Wieży Jordanki i tą drogą przedostać się do ogrodów królewskich. Dlatego dzisiaj są zwane schodami Walezego. Jednak w rzeczywistości wydostał się zupełnie inaczej. W dokumentach zamku wawelskiego przeczytamy o naprawach drzwi „popsowanych przez zbiegłe francuzy”. O które drzwi chodzi? Rezydując na zamku, król Henryk mieszkał w komnatach w skrzydle zachodnim mieszczącym Babiniec, czyli siedzibę dworu królowej i młodych książąt. W noc ucieczki opuścił swą sypialnię na drugim piętrze, nad bramą Berrecciego i kręconymi schodami (tak zwanymi schodami Bony) zszedł na pierwsze piętro.
W mieszczących się tam salach dziś można oglądać wystawę Sztuka Wschodu. W ostatniej sali nadal są drzwi, przez które król wydostał się z pałacu. Obecnie wiodą one na klatkę schodową w budynku administracji zamku. W XVI wieku w tym miejscu były inne schody. Prowadziły przez pałacowy szpital na nieduży dziedziniec, ciągnący się obok budynków gospodarczych z piekarnią i kuchniami do muru przy Baszcie Senatorskiej. Tam dotarłszy, król Henryk wraz z towarzyszami wyważył furtę i ze wzgórza zamkowego dostał się na ulicę Bernardyńską, gdzie czekały już konie.
„Adieu Pologne, adieu plaines desertes,
Tojours de neige et glace couvertes […]”
„Żegnaj Polsko, żegnajcie opustoszałe równiny
Skute wiecznym śniegiem i lodem […]”
W taki sposób rozstawał się z Polską rozczarowany poeta Philippe Desportes, który przybył w orszaku Henryka Walezego po to tylko, by wyjechać jeszcze przed swoim królem. Równie dobrze tymi słowy mógł żegnać ją sam Henryk.
W pościg za królem na czele nadwornej chorągwi tatarskiej ruszył podkomorzy Jan Tęczyński. Ten sam, który w dniu koronacji Henryka wdał się w kłótnię z Samuelem Zborowskim. Sprzeczkę zakończoną bardzo nieszczęśliwie – śmiercią kasztelana przemyskiego Andrzeja Wapowskiego próbującego rozdzielić walczące strony. Jan był jednym z nielicznych, których król poinformował o planach ucieczki i któremu podał swoje powody. Po szaleńczej jeździe Tęczyński dopadł Henryka na rogatkach Pszczyny. Prosił i zaklinał. Na próżno. Nie zdołał skłonić monarchy do zmiany decyzji. Obiecawszy rychły powrót, Henryk odjechał.
Pięć dni później, 24 sierpnia, podczas zjazdu w Warszawie senatorowie postanowili czekać na powrót władcy do 12 maja 1575 roku. Kiedy wyznaczony termin minął, a król się nie zjawił, ogłosili stan bezkrólewia i upoważnili prymasa do zwołania elekcji. Jak wiemy, Henryk Walezy nigdy już do Polski nie powrócił. Francją władał do 1589 roku, kiedy to 2 sierpnia, podczas oblężenia Paryża, zmarł w wyniku ran zadanych mu przez zamachowca. Okres jego francuskiego panowania naznaczyły waśnie wewnętrzne, głównie nieustające spory i wojny religijne.
Aż prosi się, żeby zapytać, co by było, gdyby król pozostał jednak w Polsce, podejmując wyzwanie i sprawując rządy nad tymi „skutymi lodem równinami”. Może żyłby nieco dłużej…
Autorka - Katarzyna Ogrodnik-Fujcik
źródło - historiaposzukaj.pl

Komentarze
Prześlij komentarz